• Narrow screen resolution
  • Wide screen resolution
  • Auto width resolution
  • Increase font size
  • Decrease font size
  • Default font size
  • default color
  • red color
  • green color

Serwis Informacyjny o Lesku

Dołącz do nas!

A w Lesku, w dzień targowy PDF Drukuj Email
 ...rozmowy było słychać, i to jakie… Większość trzeba by w telewizji „wypiszczeć”, bo nie nadawałyby się do emisji… Na szczęście słowo pisane ma w tej materii nad TV przewagę… Ale - do rzeczy.

 

 

Zaczęło się niepozornie: w ubiegłym tygodniu otrzymałem informację o planach przeniesienia handlujących na głównym placu targowym w Lesku na tzw. plac tymczasowy (dawny plac handlu zwierzętami) w związku z remontem. Dzwoniący do mnie nie wiedzieli jednak ani kiedy dokładnie rozpoczną się prace remontowe, ani jak będzie przebiegać operacja przydzielania miejsc na placu tymczasowym. A chcieli jasnych informacji i przejrzystych zasad przenosin…

Magistrat po raz pierwszy
Zadzwoniłem zatem do Urzędu Miejskiego w Lesku, do odpowiedniego referatu i tu zaczęły się pierwsze trudności: pani kierownik była nieobecna z powodu choroby (co się zdarza i nic w tym nagannego), ale problemem był brak możliwości uzyskania od innych osób konkretnych wskazań:  kiedy zaczyna się remont i jakie są kryteria przydzielania stanowisk na placu tymczasowym. Co więcej, zamiast tego, uzyskałem informację, że remont, i owszem, na pewno będzie, ale nie tak od razu, bo firma, która wygrała przetarg ma na to jeszcze sporo czasu i poproszono, abym - ewentualnie - zadzwonił pod koniec miesiąca. Zanotowałem, zapamiętałem i ruszyłem dalej do swoich zajęć.
I tak oto doczekałem  wtorku… A to w Lesku dzień targowy… Nie, żebym szczególnie pilnie śledził życie rynku w Lesku, ale obudził mnie telefon od zdenerwowanych handlujących, że w południe będą dzielone miejsca na placu tymczasowym, bo lada dzień zaczynają się prace remontowe na głównym placu targowym, a podobno miało być jeszcze na to czasu, że ho, ho!  

Ludzie rozmawiają…
No cóż, sprawa zaczynała się jakoś dziwnie gmatwać – postanowiłem więc to targowisko informacji nieco uporządkować. Zacząłem od rozmowy z najżywotniej zainteresowanymi przebiegiem zdarzeń, czyli handlującymi z placu targowego. Okazało się, że to, czego nie wiedzieli urzędnicy, wiedzieli już od kilku dni, a przynajmniej z dużym prawdopodobieństwem podejrzewali, handlarze.
– W ubiegłą sobotę rano, było nas kilka osób na placu, bo wielkiego handlu jakoś nie było, przyszła do nas pani placowa, która administruje sprawami targowiska, przyniosła jakiś karton z rozrysowanymi alejkami, no i wpisywaliśmy na nim swoje nazwiska, gdzie będziemy stali i dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej we wtorek będzie przenoszenie, po targu, ludzi na nowe miejsca – opowiadał jeden z handlujących w Lesku.
Inni go poparli. - Wszystkich nas bardzo ta sprawa interesuje, bo my z tego żyjemy, a każdy wie, że miejsce na placu rzecz święta i każdy tego pilnuje – wyraźnie zdenerwowana kobieta obok dodała szybko. - W sobotę były ustalenia i rysunek, że plac będzie przenoszony dokładnie tak, jak staliśmy dotychczas, czyli ci stojący od strony gimnazjum nadal będą najbliżej bramy południowej, a ci co stali przy bramie północnej, będą na nowym miejscu też stali od strony północnego wejścia.
- A teraz tam, na nowym placu ludzie się zeszli, normalnie wolna amerykanka, nikt nic nie wie, a najgorsze, że wszelkie wcześniejsze ustalenia wzięły w łeb, nie mamy nic do powiedzenia i stoimy w tym błocie jak barany – młody mężczyzna zapraszał mnie na miejsce spotkania.

Magistrat po raz drugi
Postanowiłem, że czas na rozmowy z „drugą stroną barykady”, czyli urzędnikami magistratu i administrującą placem.  Telefony do urzędu Miasta w Lesku to rzecz wywołująca u mnie, jak dotychczas, dwojakie doznania: pozytywne i – nazwijmy to – mieszane, ze wskazaniem na niedosyt: dodzwaniam się do sekretariatu, bądź już odpowiedniego referatu i…, zaczyna się trudna droga po uzyskanie konkretnych i rzeczowych informacji na interesujący mnie temat. Raz się udaje, a innym razem przerzucanie mnie do kolejnych osób, które mają mi udzielić informacji trwa i trwa, i mam wrażenie, że jakoś nikt nie kwapi się do wzięcia odpowiedzialności za udzielenie mi prostych informacji na konkretne pytania…
Wtorkowe pierwsze podejście było właśnie tej drugiej kategorii. Nadal kierownik odpowiedniego referatu była nieobecna, a pracownik, z którym mnie połączono nie umiał mi powiedzieć nic poza tym, że remont tak znienacka wypadł (choć ledwie parę dni temu mówiono mi z goła inne rzeczy), ponieważ zima jest jaka jest, czyli jej nie ma i firma, która wygrała przetarg na przebudowę głównego placu nagle zdecydowała się wejść i zacząć prace.
Co najcenniejszego zdobyłem w wyniku pierwszych dzisiejszych rozmów z urzędnikami? Numer telefonu! Numer do pani Beaty Rogalińskiej – odpowiadającej za administrowanie tym obiektem, czyli również za sprawy związane z przeprowadzką handlujących na plac tymczasowy…

Trudne pytania?
Moja radość była jednak przedwczesna… Rozmowa z panią Rogalińską nie należała do łatwych, a z pewnością nie rozjaśniła mi wiele z obrazu zdarzeń, jakie zaczęły przebiegać  coraz dynamiczniej w to wtorkowe przedpołudnie. Chciałem się przede wszystkim dowiedzieć, czy jako administrujący sprawami leskiego targowiska – w związku z tak ważną operacją, jaką jest przeniesienie kilkudziesięciu handlujących na nowe miejsce - ma przygotowany szczegółowy plan rozmieszczenia stanowisk handlowych. Odpowiedź: wymijająca, żeby nie powiedzieć – mętna. Jeszcze gorzej poszło z pytaniem, jaka jest powierzchnia jednego i drugiego placu (plac tymczasowy jest mniejszy od starego, ale chciałem znać dokładne dane, by uzyskać wiedzę o jakich różnicach na niekorzyść nowego placu rozmawiamy). Odpowiedzi: brak.
Zacząłem, niestety, podejrzewać, że skoro administrująca placem targowym, w dniu, w którym ma przydzielać miejsca handlującym, nie umie mi powiedzieć jakie są powierzchnie obu placów, to – niestety – marne są szanse na posiadanie przez nią rozrysowanego szczegółowo planu z naniesionymi nowymi lokalizacjami, bo - siłą rzeczy - na takim planie wymiary muszą być podane.
Najgorzej, o ile to możliwe, poszło z moim pytaniem o kryteria przydziału nowych lokalizacji dla poszczególnych handlujących. Odpowiedź: żadna. Co gorsza nasza rozmowa zaczęła niebezpiecznie się zaostrzać, a umówione już spotkanie w sprawie przenosin placu, jakie miało mieć miejsce we wtorek o 11.15 – zostało odwołane przez panią Rogalińską, ja zaś odesłany do pani burmistrz.

Demokracja w błocie
Ponieważ pani burmistrz była tego dnia nieobecna, a czas naglił, ruszyłem na miejsce spotkania handlujących i zastałem tam obraz czysto polskiej (oby jednak nie) tradycji sejmików, gdzie każdy sobie panem, każdy walczy o swoje, mało kto słucha zdania innych, a wszystko sprawia wrażenie wielkiej prowizorki rodem z PRLu.
Na nowym placu nie tylko brak było jakichkolwiek oznaczeń przydzielanych stanowisk, ale zebrani tam ludzie brodzili w błocie i zajadle ze sobą dyskutowali. Część kibicowała w milczeniu, a ja – siłą rzeczy – stałem się świadkiem szaroburej rzeczywistości i bałaganu, który – mam wrażenie – powstał przede wszystkim z powodu braku gotowego planu przenosin, odpowiedniego przygotowania operacji i wszechobecnej niewiedzy kto, gdzie, dlaczego…, i na jakich zasadach wszystko się to dzieje.

Magistrat po raz trzeci
Po tej smutnej lekcji administrowania, pokusiłem się o jeszcze jeden telefon do Urzędu Miasta i udało mi się porozmawiać z panią Barbarą Krasulak, wiceburmistrz Miasta i Gminy Lesko. Opowiedziałem co widziałem i jakie wnioski można z tego całego zamieszania wyciągnąć.  Zgodziliśmy się na pewno w ocenie tego, że prace remontowe zawsze niosą pewne niedogodności, których nie sposób uniknąć i że wcześniejsze oznaczenie miejsc dla handlujących z pewnością ucywilizowałoby tę trudną operację, tak jak to miało miejsce choćby w listopadzie przed świętem zmarłych, gdy miasto pięknie przygotowało oznaczone miejsca na parking przed cmentarzem – był porządek, spokój i zadowolenie mieszkańców.

Dobre chęci to za mało
Cóż, jak spuentować wydarzenia wtorkowego dnia targowego w Lesku?... Ano, żeby nie popadać w oratorskie wyżyny i nie cytować wielkich mówców, jak Martin Luter King, nie powiem, że miałem sen… Ale miałem przyjemność być świadkiem przydzielania miejsc na kilku dużych imprezach targowych, gdzie należało przygotować takich stanowisk kilkaset i nikt nie mógłby sobie pozwolić na tego rodzaju bałagan. Na długo przed przyjazdem handlujących, którzy przecież płacą za możliwość korzystania z placu targowego, na stronie internetowej administrującego były dostępne szczegółowe plany terenu z precyzyjnie rozrysowanymi miejscami do handlu. Każdy wiedział gdzie będzie handlował. Po przyjeździe na miejsce, na wszystkich czekał teren podzielony na sektory, z zaznaczonymi boksami do handlu, liniami i numerami. To wielkie marzenie? Chyba nie. Sądzę, że chyba nie, zwłaszcza, że widziałem taki obraz w naszej Polsce, ledwie kilka miesięcy temu.
Zdaję sobie też sprawę, iż w sytuacji przydzielania miejsc handlującym zawsze będą ci zadowoleni i ci – delikatnie mówiąc – mniej akceptujący otrzymany przydział, ale… Tym bardziej administrujący takim obiektem i poddany określonym wymaganiom, jakie winien spełniać, powinien ze wszech miar zadbać o transparentność swoich działań. Powinien odpowiednio wcześniej powiadomić handlujących o możliwych kryteriach przydziału, a w przypadku leskiego targowiska być może najsprawiedliwsze byłoby zwyczajne losowanie miejsc – gdyby oczywiście plan tymczasowego placu był odpowiednio wcześniej skonstruowany, a miejsce przygotowane. Niestety, nic takiego nie nastąpiło – były pyskówki, żale, zamieszanie i arogancja władzy, bo takie odnosiłem wrażenie słuchając wypowiedzi administrującej placem targowym.
Czy musiało to wszystko tak przebiegać? Ja jestem pewien, że nie. Czy podejrzewam administratora obiektu o złą wolę? Z pewnością też nie.  Jestem pewien, że były dobre chęci z każdej ze stron…, tyle że zabrakło umiejętności, a samymi dobrymi chęciami to jest takie jedno miejsce wybrukowane (podobno) i chyba nikt z nas tam się nie spieszy…

Tekst i zdjęcia: Marek Dusza

 



Wydawca portalu lesko.net.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
 

  REKLAMA:

 

 

 

» Wyślij komentarz
Email (nie będzie widoczny)
Nazwa
Tytuł
Komentarz
 podmiana znaków
» 1 Komentarz
1"SUPERBAZAR"
z sobota, 08 marzec 2014 18:34przez Handlujący
własnie jesteśmy po przeniesieniu i dwóch dniach handlu na tym pseudotargwisku organizacja beznadziejna ,przydział miejsc chyba po znajomości żadnych kryteriów ,róznie można myślec faktycznie najlepsze było by losowanie,dwa dni handlu stracone ponieważ nawet najmniejszej informacji nie ma dla klientów na temat przeniesienia targowiska w inne miejsce .BŁOTO ,BŁOTO ,BŁOTO plac nie przygotowany ani dla handlujacych ani dla kupujacych przejście miedzy starym a nowym placem tragiczne ,handlujący stoja w fałdach błota ,totalna porażka brak toalety itd.Z pania placowa ciężko sie dogadać dziwi się że mamy pretensje że w takich warunkach nie mamy jak zarabiać pieniędzy.Ponadto nikt nie potrafi podać ani terminu zakończenia inwestycji na nowym rynku jak również czego możemy sie spodziewać na nowym targowisku jakie miejsca ilo metrowe ,budki czy zadaszenia .Pewnie skończy się jak w Sanoku-PUSTO
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 Leśnik Baligród 2:3 Sanovia Lesko - bramka: Sylwester Biesiada


Agrobieszczady 2013 - wypowiedź Starosta Marek Pańko   



Sesja Rady Powiatu Leskiego - część VI



Zapraszamy na nasz kanał >>>clik

 


  




 
  

  

    
  
  


  



GRE Nieruchomości


Powierzchnia: 3737.0
Cena: 450000.00 PLN

Grunty - Lesko

Powierzchnia: 1456.0

Cena: 60000.00 PLN

Grunty - Lesko

Powierzchnia: 1009.0
Cena: 49000.00 PLN

Grunty - Lesko

Powierzchnia: 1532.0
Cena: 77000.00 PLN

Odwiedziło nas


Wyszukiwarka Pracy

Szukaj ofert pracy
praca.gratka.pl